Wiele kobiet myśli o czasie dla siebie jak o czymś, co wydarzy się dopiero wtedy, gdy wszystko wreszcie będzie dopięte na ostatni guzik: dom posprzątany, lista obowiązków odhaczona, rodzina zajęta swoimi sprawami, a one same zdrowe, wyspane i wolne od jakichkolwiek zaległości czy napięć. W tej wizji czas dla siebie ma postać kilku godzin niezakłóconego spokoju, podczas których można pójść na trening, rozłożyć matę do jogi, zrobić pełną pielęgnację, puścić ulubioną muzykę albo spotkać się z koleżankami. Problem polega na tym, że przy dziecku – zwłaszcza małym – takie idealne okoliczności bardzo rzadko się zdarzają, a często nie zdarzają się wcale.
Czekając na moment idealny – raczej się nie doczekasz
Jeśli więc czekasz na moment, w którym wszystko się ułoży i dopiero wtedy pozwolisz sobie na zadbanie o siebie, jest duża szansa, że miną kolejne tygodnie, a potem miesiące, a ten moment nadal się nie pojawi. Zamiast ulgi pojawi się za to zmęczenie, przeciążenie i poczucie winy, że „coś robisz nie tak”, że może brakuje Ci lepszej organizacji albo konsekwencji. Tymczasem prawda jest znacznie prostsza i znacznie łagodniejsza: kobieta, która jednocześnie pełni wiele ról – matki, partnerki, pracownicy, osoby dbającej o dom, logistykę, relacje i potrzeby innych – po prostu nie ma na co dzień wielu wolnych przestrzeni tylko dla siebie. Nawet wtedy, gdy obowiązki są dzielone i nawet wtedy, gdy bardzo się starasz.
Czy przy małym dziecku chwile tylko dla siebie są w porządku?
Przy małym dziecku zawsze znajdzie się coś, co odsunie w czasie chwilę dla siebie. Zawsze będzie jeszcze jedna rzecz do zrobienia, jeszcze jeden drobiazg do zaplanowania, jeszcze jeden moment, w którym uznasz, że „teraz są rzeczy ważniejsze”. Jeśli więc założysz, że czas dla siebie musi być długi, zaplanowany i idealny, bardzo łatwo staje się on czymś, co wciąż odkładasz na później. A później, jak wiadomo, często nie nadchodzi.
Dlatego warto zmienić sposób myślenia o czasie dla siebie. Nie jako o osobnym bloku w kalendarzu, który wymaga specjalnych warunków, ale jako o krótkich momentach uważności, które możesz odnaleźć w codzienności takiej, jaka ona jest. Chodzi o pamiętanie o sobie każdego dnia w taki sam sposób, w jaki każdego dnia pamiętasz o dziecku, partnerze, domu czy nawet o zwierzętach, które są pod Twoją opieką. Bez wielkich deklaracji i bez presji, że to musi wyglądać w określony sposób.
Chodzi tylko krótkie chwile i ulotne momenty
Czas dla siebie nie musi wydarzać się obok codzienności, bo wtedy bardzo łatwo go przeoczyć. Znacznie częściej może pojawić się w jej środku, w prostych czynnościach, które i tak wykonujesz. Prysznic nie musi być ucieczką ani rytuałem wymagającym ciszy i czasu, którego akurat nie masz. Może być krótkim momentem, w którym sięgasz po olejek do kąpieli SENOA, pozwalając, by ciepła woda, zapach i dotyk nawilżonej skóry dały ciału sygnał ukojenia. Olejek nie tylko pielęgnuje i chroni skórę przed utratą wody, ale też pozwala na chwilę zwolnić, nawet jeśli za drzwiami czeka reszta dnia.
Jeśli w danym momencie nie masz przestrzeni na nic więcej, to naprawdę wystarczy. A jeśli uda Ci się wygospodarować jeszcze kilka minut, możesz nałożyć balsam, otulić ciało zapachem, który lubisz, i po prostu pójść spać. Sen również jest formą troski, choć rzadko traktujemy go w ten sposób. Zdarzają się też dni, w których czasu jest odrobinę więcej i wtedy możesz pozwolić sobie na peeling czy regenerującą maskę. To nadal nie jest rozbudowana rutyna ani lista kroków do odhaczenia, tylko elastyczna pielęgnacja dopasowana do tego, ile realnie masz przestrzeni danego dnia.
Nigdy nie chodzi o perfekcję
W tym wszystkim nie chodzi o ilość ani o perfekcję. Chodzi o intencję i o drobne gesty czułości wobec siebie i swojego ciała, które przez cały dzień znosi bardzo wiele. Pięć minut uwagi, dotyku i wdzięczności to już dużo. To już jest wystarczająco, nawet jeśli nie wygląda jak z idealnego scenariusza.
Czas dla siebie nie jest luksusem ani nagrodą za dobrze odhaczoną listę obowiązków. Jest codziennym powrotem do siebie, który nie wymaga idealnych warunków, tylko zgody na to, że Ty również jesteś ważną częścią tej codzienności. Nie wtedy, gdy wszystko się ułoży, ale właśnie teraz, w tym, co zastajesz.